wtorek, 11 listopada 2014

Opowiadanie 48

                                                                  Oczami Patrici
   Biegłam ciągle przed siebie szukając znajomej mi twarzy. Czułam coraz bardziej jak opuszczają mnie wszystkie siły. Czułam, że brakuje mi tego ciepła, które towarzyszy mi zawsze gdy w pobliżu jest on. Usłyszałam jak przez głośnik rozległ się dźwięk, a po chwili jakaś kobieta oznajmiła, że samolot do Stanów Zjednoczonych już prawie odlatuje. Mój obiekt poszukiwań był już w środku samolotu. Ponownie pojawiła się panika i walka z czasem. Zaczęłam biec tak szybko jak to tylko było dla mnie możliwe. Czy uda mi się zatrzymać Eddiego, czy stracę go na zawsze? Po chwili ta sama kobieta powiedziała, że samolot już odleciał. Stanęłam jak wryta. To koniec. Zaczęłam szlochać. Nikt się mną nie przejmował. Udałam się do wyjścia.     Spoglądając przez okna widziałam, że na dworze jest urwanie chmury. Nie obchodziło mnie to. Wyszłam z lotniska ze spuszczoną głową. Powoli szłam i przypadkowo walnęłam w jakiegoś kolesia. Nic nie powiedziałam.
- Co się mówi?- zapytał mnie
Nie zważając na jego słowa szłam dalej. Po chwili jednak zdałam sobie sprawę, że znam ten głos. Przystanęłam, ale nie odwróciłam się. Zaczęłam szukać we wspomnieniach skąd znam ten głos. Facet ponownie powiedział.
- Przeprosisz mnie wreszcie?
Poczułam to ciepło. To, które towarzyszy mi zawsze gdy jest obok mnie tylko jedna osoba.
- Eddiee- odwróciłam się z nadzieją.
- Tak Patricio?
Chciałam go wyściskać, ucałować. Chciałam, żeby zabrał mnie do domu, ale zrobiłam inaczej. Rozpłakałam się jeszcze bardziej i zaczęłam krzyczeć.
- DLACZEGO MI TO ZROBIŁEŚ?! NIGDY WIĘCEJ! NIGDY MNIE NIE OPUSZCZAJ! NIE ZOSTAWIAJ MNIE! ROZUMIESZ?! NIGDY!
                                                                   Oczami Eddiego
- Patricio nie mogłem tak po prostu wyjechać. Bez ciebie wszystko byłoby bez sensu. Udawanie, że Cię nie kocham było najtrudniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek zrobiłem!
- Przy..szło Ci to bar..dzoo ła...twoo- powiedziała dalej szlochając.
- Musiałem skłamać. Przepraszam Cię bardzo skarbie.
- Odwal się.
-Kocham Cię najbardziej na świecie! Rozumiesz? Kocham cię... - podszedłem do niej i uścisnąłem ją, a ona odwzajemniła uścisk.
-Kocham cię- spojrzałem jej w oczy -Chodź, jedziemy do domu- zaproponowałem
- Okej- odpowiedziała
Po 20 minutach byliśmy już w domu.
- Czekaj, czekaj. Eddie to nie jest dom Anubisa- powiedziała wyraźnie zdezorientowana Patricia
-Tak, wiem to mój dom. W zasadzie dom mojego ojca, ale można powiedzieć, że także mój.
Weszliśmy do środka.
-Chcesz wziąć kąpiel?
- Jasne, byłoby fajnie.
Zaprowadziłem ją do łazienki, a sam poszedłem się przebrać. Usiadłem na kanapie w salonie i zapaliłem zapachowe świece. Po paru minutach Patricia zeszła do salonu.
-Ouu jak tu nastrojowo.
- Hehe, specjalnie dla ciebie.
- Eddie muszę Ci powiedzieć coś o twoim ojcu i Viktorze.
- To, że chcą moją moc?
-Tak właśnie to. Skąd o tym wiesz?
- Słyszałem jak rozmawiali dzisiaj w holu.
- Taak ja też. Twoich rodziców nie ma?
- Nie, rodzice są na jakiejś wycieczce z młodszym rocznikiem do jutra.
Nagle coś walnęło w drzwi. Patricia stanęła z kanapy.
-Co to było?- zapytała
- To tylko wiatr i deszcz, nie bój się. Zamknę drzwi jak chcesz.
- Okej, możesz je zamknąć.
- Patricio nie musisz się bać. Jesteś tu ze mną. Nigdy nie pozwolę Cię skrzywdzić.
- Dobrze.
Usiedliśmy z powrotem na kanapę.
- Jesteś śpiąca?
- Nie, nie jestem a ty?
- Nie, jestem pełen energii.
- A to dlaczego?
- Ponieważ, odzyskałem Ciebie i mogę Cię dalej kochać.
- A wcześniej nie kochałeś?
- Kochałem cały czas i kochać będę.
 Dalej samo wszystko się potoczyło. Jestem szczęśliwy, że spotkałem taką dziewczynę. Połączyło nas uczucie, które przemieniło się w gorącą miłość. Po prostu ją kocham. Patricia jest moim przeznaczeniem. Nigdy jej nie zawiodę.

Hejka :* Jak się podobało opowiadanko? Zachęcam do komentowania :) Zapraszam także tutaj 
Pa ♥ :*